Zobaczyłam to:
http://wyborcza.pl/1,75477,15686707,Dunskie_zoo__gdzie_niedawno_odstrzelono_zyrafe__zabilo.html?utm_source=google&utm_medium=AutopromoZew&utm_content=link_google_wyborcza081111&utm_campaign=a_wyborcza081111&fb_source=message
Nie jestem w stanie tego skomentować, nie wiem co myśleć dziś o ludzkości...
A żyć trzeba dalej...
Jedyne, co po tym wszystkim byłam w stanie zrobić to wegańskie ciastka czekoladowe.
Sytuacje jak wyżej przekonują mnie do słuszności wegetarianizmu najlepiej....
Składniki:
1 szklanka cukru brązowego
1 szklanka oliwy z oliwek
6 łyżek kakao - dużych
1/2 szklanki wody
3 szklanki mąki pszennej
łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli
Wszystko mieszamy, robimy kuleczki wielkości orzecha włoskiego, spłaszczamy, wykładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia.
Wrzucamy do piekarnika na 6-8 minut temp. 180 stopni.
W środku są mięciutkie, są też bardzo czekoladowe.
Po upieczeniu, można ciepłe posypać wymieszanym kakao decomoreno z cukrem pudrem.
PS. zdjęcie nie moje, ale dokładnie tak wyglądają.
czwartek, 27 marca 2014
środa, 19 marca 2014
smak stresującego dnia.
Stresujący dzień przestaje być stresującym dniem, kiedy w domu zaczyna unosić się zapach sernika.
Mega stresujący dzień znika, kiedy do tego zapachu dołożymy ubijane na parze jajka z cukrem, świeżo wyciśniętym sokiem cytrynowym i prawdziwym masłem...
NA CIASTECZKOWYM SPODZIE SERNIK Z LEMON CURD
20 dkg ciasteczek digestive (lub zwykłych herbatników)
pół kostki stopionego masła.
Ciasteczka rozkładamy na kuchennym stole i rozwałkowujemy na pyłek. Mieszamy ze stopionym masłem.
Wylepiamy powstałą masą tortownicę (21cm) - spód i boki.
Wkadamy do lodówki.
1kg trzykrotnie zmielonego półtłustego sera
otarta skórka z 1 cytryny
1 op. cukru z prawdziwą wanilią
3/4 szklanki cukru
Wyżej wymienione miksujemy, dodajemy
4 jajka, ale po jednym!
Po każdym dodanym jajku miksujemy 50-60 sekund, przerywamy i dopiero dodajemy kolejne.
Wylewamy całość na ciasteczkowy, schłodzony spód i pieczemy w 175 stopniach przez 40-55 min (w zależności od możliwości naszego piekarnika:)
Otwieramy wino, nalewamy sobie satysfakcjonującą ilość. Spożywamy żegnając stres i jarając się zapachem z piekarnika.
Nalewamy sobie drugą lampkę rzucając okiem na sernik.
DObra, robimy lemon curd:
2 całe jajka roztrzepujemy z sokiem z dwóch cytryn i pół szklanki cukru.
Wszystko ubijamy na parze (intensywnie mieszając). Lekko podgrzewamy, powoli dodając po małym plasterku masła (w sumie ćwierć kostki). Każdy kolejny kawałeczek masła dodajemy dopiero wtedy, gdy wcześniejszy się rozuści.
Cały czas intensywnie mieszamy.
Kiedy krem ma satysfakcjonującą konsystencję, zdejmujemy znad pary i studzimy.
Zgodnie z moim tempem pieczenia i picia, dzień już nie jest stresujący, a sernik się upiekł.
Wyłączamy piekarnik.
Studzimy sernik, nalewamy sobie lampkę wina.
Na zimny sernik wylewamy delikatnie wystudzony lemon curd i ostrożnie wkładamy do lodówki.
Powinien tam spędzić minimum 4h, a najlepiej całą noc.
Ten sernik ma właściwości antydepresyjne i jedyne skutki uboczne jakie powoduje to nadwaga.
Skutki owe można zminimalizować poprzez dzielenie się nim.
Polecam.
Mega stresujący dzień znika, kiedy do tego zapachu dołożymy ubijane na parze jajka z cukrem, świeżo wyciśniętym sokiem cytrynowym i prawdziwym masłem...
NA CIASTECZKOWYM SPODZIE SERNIK Z LEMON CURD
20 dkg ciasteczek digestive (lub zwykłych herbatników)
pół kostki stopionego masła.
Ciasteczka rozkładamy na kuchennym stole i rozwałkowujemy na pyłek. Mieszamy ze stopionym masłem.
Wylepiamy powstałą masą tortownicę (21cm) - spód i boki.
Wkadamy do lodówki.
1kg trzykrotnie zmielonego półtłustego sera
otarta skórka z 1 cytryny
1 op. cukru z prawdziwą wanilią
3/4 szklanki cukru
Wyżej wymienione miksujemy, dodajemy
4 jajka, ale po jednym!
Po każdym dodanym jajku miksujemy 50-60 sekund, przerywamy i dopiero dodajemy kolejne.
Wylewamy całość na ciasteczkowy, schłodzony spód i pieczemy w 175 stopniach przez 40-55 min (w zależności od możliwości naszego piekarnika:)
Otwieramy wino, nalewamy sobie satysfakcjonującą ilość. Spożywamy żegnając stres i jarając się zapachem z piekarnika.
Nalewamy sobie drugą lampkę rzucając okiem na sernik.
DObra, robimy lemon curd:
2 całe jajka roztrzepujemy z sokiem z dwóch cytryn i pół szklanki cukru.
Wszystko ubijamy na parze (intensywnie mieszając). Lekko podgrzewamy, powoli dodając po małym plasterku masła (w sumie ćwierć kostki). Każdy kolejny kawałeczek masła dodajemy dopiero wtedy, gdy wcześniejszy się rozuści.
Cały czas intensywnie mieszamy.
Kiedy krem ma satysfakcjonującą konsystencję, zdejmujemy znad pary i studzimy.
Zgodnie z moim tempem pieczenia i picia, dzień już nie jest stresujący, a sernik się upiekł.
Wyłączamy piekarnik.
Studzimy sernik, nalewamy sobie lampkę wina.
Na zimny sernik wylewamy delikatnie wystudzony lemon curd i ostrożnie wkładamy do lodówki.
Powinien tam spędzić minimum 4h, a najlepiej całą noc.
Ten sernik ma właściwości antydepresyjne i jedyne skutki uboczne jakie powoduje to nadwaga.
Skutki owe można zminimalizować poprzez dzielenie się nim.
Polecam.
niedziela, 6 października 2013
ten przepis zawsze ginie. Miejmy go tutaj!
Ten przepis zawsze ginie, a to ciasto jest wyjątkowe. W przygotowaniu przypomina troszkę produkcję muffinków. Wystarczy mieć w domu 1-2 szklanki jakichkolwiek owoców… ze 20 minut wolnego czasu… i ochotę na coś dobrego ;]
Przygotuj
2,5 szklanki mąki
niecałą szklankę cukru (w tym niech będą 2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią (do kupienia w kauflandzie koło WANILINOWEGO syfu leży na półce)
2 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
3... jajka
1 szklanka maślanki owocowej
1/2 szklanki oliwy z oliwek albo dobrego oleju (z Tescowego oleju też się uda, ale jednak zdecydowanie dobry olej poprawia smak ciast)
2 szklanki owoców (ja użyłam borówek kupionych u Pani na targu, czasem robię z truskawkami albo malinami. Fajne są też pomieszane gruszki j jabłka pokrojone w kostkę. Albo agrest z porzeczkami. Albo śliwki węgierki. Albo dobry, soczysty rabarbar. Zimą mogą być orzechy albo płatki migdałowe z rodzynkami. Tak naprawdę wszystko będzie dobre. Jest też opcja „bez niczego” – wtedy polecam zamienić kefir na maślankę stracciatella
I tak: włącz piekarnik.
W jednym naczyniu wymieszaj składniki suche z powyższej listy i wymieszaj.
W drugim naczyniu wymieszać składniki mokre (kefir lub maślankę, roztrzepane jajka, oliwę i wymieszać dość mocno, ale nie trzeba mikserem). Potem wlać mokre do suchych, przemieszać niezbyt dokładnie, mogą być grudki! (serio:)) Foremkę 25 x 35 cm wyłożyć papierem do pieczenia albo wysmarować MASŁEM i posypać mąką i wylać ciasto. Wierzch posypać równomiernie owocami.
Wstawić do piekarnika i piec do suchego patyczka. U mnie to było 25 minut, ale w „normalnych” piekarnikach z termoobiegiem nastawionych na 180 stopni to może być około 30-40 minut:)
PS. po wyjęciu z piekarnika można ciepłe ciasto przykryć folią aluminiową; to sprawi, że ciasto będzie jeszcze bardziej wilgotne:)
Przygotuj
2,5 szklanki mąki
niecałą szklankę cukru (w tym niech będą 2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią (do kupienia w kauflandzie koło WANILINOWEGO syfu leży na półce)
2 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
3... jajka
1 szklanka maślanki owocowej
1/2 szklanki oliwy z oliwek albo dobrego oleju (z Tescowego oleju też się uda, ale jednak zdecydowanie dobry olej poprawia smak ciast)
2 szklanki owoców (ja użyłam borówek kupionych u Pani na targu, czasem robię z truskawkami albo malinami. Fajne są też pomieszane gruszki j jabłka pokrojone w kostkę. Albo agrest z porzeczkami. Albo śliwki węgierki. Albo dobry, soczysty rabarbar. Zimą mogą być orzechy albo płatki migdałowe z rodzynkami. Tak naprawdę wszystko będzie dobre. Jest też opcja „bez niczego” – wtedy polecam zamienić kefir na maślankę stracciatella
I tak: włącz piekarnik.
W jednym naczyniu wymieszaj składniki suche z powyższej listy i wymieszaj.
W drugim naczyniu wymieszać składniki mokre (kefir lub maślankę, roztrzepane jajka, oliwę i wymieszać dość mocno, ale nie trzeba mikserem). Potem wlać mokre do suchych, przemieszać niezbyt dokładnie, mogą być grudki! (serio:)) Foremkę 25 x 35 cm wyłożyć papierem do pieczenia albo wysmarować MASŁEM i posypać mąką i wylać ciasto. Wierzch posypać równomiernie owocami.
Wstawić do piekarnika i piec do suchego patyczka. U mnie to było 25 minut, ale w „normalnych” piekarnikach z termoobiegiem nastawionych na 180 stopni to może być około 30-40 minut:)
PS. po wyjęciu z piekarnika można ciepłe ciasto przykryć folią aluminiową; to sprawi, że ciasto będzie jeszcze bardziej wilgotne:)
sobota, 28 września 2013
Ninjago dla Andrzeja
Od małego Andrzeja wszystko się zaczęło...
Pewnego razu Tata Marek poprosił o upieczenie tortu urodzinowego dla swojego synka.
Wtedy, w pseudo-kuchni powstał maleńki tort malinowy z czerwonym ludzikiem Lego.
Od tego tortu zaczęły się kolejne prośby o torty, personalizowane pierniki, ciasteczka, tapas i inne rzeczy, których nigdy nie dane mi było spróbować :)
Upiekłam dwa biszkopty, jeden jasny, drugi kakaowy. Przepis na biszkopt rzucany, niezawodny, znajduje się w poprzednich wpisach.

Warto je "nawilżyć" np. sokiem z cytryny z wodą źródlaną i odrobiną cukru.
Każdy blat smarowałam lekko musem jeżynowym albo musem pomarańczowym z odrobiną dyni (przepis na musy również w poprzednich postach, patrz: mus truskawkowy).

Na każdą owocową warstwę położyłam bitą śmietanę (800ml śmietany 30% ubijamy z 2 łyżkami cukru pudru. W osobnym naczyniu miksujemy 600 g serka mascarpone, następnie stopniowo dodajemy serek do śmietany i na najniższych obrotach miksera delikatnie łączymy obydwa składniki).
Na bitą śmietanę warto nałożyć kwaśne owoce, które trochę przełamią smak kremu. Dla Andrzeja wybrałam kiwi.

I na koniec warstwa bitej śmietany. Na niej mógł spokojnie wylansować się Jay - NINJAGO (opłatek z nadrukiem spożywczym). Jay to facet po przejściach (patrz: brew) i ma dziewczynę jako jedyny z całej ekipy!

Obsypaliśmy go jeszcze na koniec kokosem; taka kropka nad "i".

Wszystkiego najlepszego, Andrzeju! Miej zawsze w sobie coś z dziecka!
Smacznego!
Pewnego razu Tata Marek poprosił o upieczenie tortu urodzinowego dla swojego synka.
Wtedy, w pseudo-kuchni powstał maleńki tort malinowy z czerwonym ludzikiem Lego.
Od tego tortu zaczęły się kolejne prośby o torty, personalizowane pierniki, ciasteczka, tapas i inne rzeczy, których nigdy nie dane mi było spróbować :)
Upiekłam dwa biszkopty, jeden jasny, drugi kakaowy. Przepis na biszkopt rzucany, niezawodny, znajduje się w poprzednich wpisach.
Warto je "nawilżyć" np. sokiem z cytryny z wodą źródlaną i odrobiną cukru.
Każdy blat smarowałam lekko musem jeżynowym albo musem pomarańczowym z odrobiną dyni (przepis na musy również w poprzednich postach, patrz: mus truskawkowy).
Na każdą owocową warstwę położyłam bitą śmietanę (800ml śmietany 30% ubijamy z 2 łyżkami cukru pudru. W osobnym naczyniu miksujemy 600 g serka mascarpone, następnie stopniowo dodajemy serek do śmietany i na najniższych obrotach miksera delikatnie łączymy obydwa składniki).
Na bitą śmietanę warto nałożyć kwaśne owoce, które trochę przełamią smak kremu. Dla Andrzeja wybrałam kiwi.
I na koniec warstwa bitej śmietany. Na niej mógł spokojnie wylansować się Jay - NINJAGO (opłatek z nadrukiem spożywczym). Jay to facet po przejściach (patrz: brew) i ma dziewczynę jako jedyny z całej ekipy!
Obsypaliśmy go jeszcze na koniec kokosem; taka kropka nad "i".
Wszystkiego najlepszego, Andrzeju! Miej zawsze w sobie coś z dziecka!
Smacznego!
Niebo w słoiku, czyli domowa Nutella
Już dawno słyszałam o tym kremie.
Smażone śliwki i kakao, podobno boskie.
Zrobiłam. rzeczywiście: dobre!
Jak dla mnie- za słodkie, ale wielu moich znajomych uważa, że super, wyjadają ów specyfik łyżeczką ze słoika, więc polecam!!
Smak nieziemski, to fakt. Nieporównywalny z niczym. Ani to dżem, ani to nutella :)
Jak to zrobić?
Kup: 2,5 kg śliwek, 1 kg cukru TRZCINOWEGO!! (ZDECYDOWANIE ZA DUŻO, JA DAŁAM 80 dkg I UWAŻAM, ŻE I TAK ZBYT DUŻO!), 20dkg kakao Decomoreno, łyżka soku z cytryny, ew. garść zmielonych na pyłek orzechów laskowych.
Śliwki myjemy, wyjmujemy z nich pestki, przekrawamy na połówki lub ćwiartki. Wrzucamy do garnka z grubym dnem. Smażymy 2 godziny na średnim ogniu od czasu do czasu mieszając.
Pod koniec smażenia dosypujemy cukier.
Jego ilość trzeba dobrze wymierzyć. 1kg to zdecydowanie o wiele za dużo, 80dkg również. Myślę, że ok. 50dkg byłoby w porządku. Oczywiście to jeszcze zależy od jakości naszych śliwek i od ich stopnia i warunków dojrzewania: im śliwki bardziej dojrzałe, większe i ciemniejsze, tym mają w sobie więcej cukru, więc nie musimy im sztucznego dokładać.
Jakość "nutelli" zdecydowanie się zmieni po użyciu cukru zwykłego, o niebo lepszy efekt osiągniemy używając cukru trzcinowego.
W tym momencie jest dobry czas na dodanie łyżki soku z cytryny, plus ewentualne zmielone orzechy.
Teraz blendujemy śliwki ze wszystkimi dodatkami.
Jeśli osiągnęliśmy już gładką konsystencję całości specyfiku, możemy dosypać kakao - całe od razu. Wszystko mieszamy, po kilku minutach zdejmujemy z ognia.
Swoim wytworem napełniamy czyste. wyparzone, ciepłe słoiki (do tych wszystkich robót związanych ze słoikami, cudnie sprawdza się zmywarka odpowiednio zaprogramowana).
Dokładnie zakręcamy, odkładamy na stół wyłożony kocykiem. Ustawiamy słoiczki zakrętką do dołu. Przykrywamy kocykiem, po 2h odwracamy słoiki (już nie muszą stać do góry nogami, już się dobrze zamknęły). Niech stoją i się studzą. Jutro można je wynieść do piwnicy.
Smacznego!

Smażone śliwki i kakao, podobno boskie.
Zrobiłam. rzeczywiście: dobre!
Jak dla mnie- za słodkie, ale wielu moich znajomych uważa, że super, wyjadają ów specyfik łyżeczką ze słoika, więc polecam!!
Smak nieziemski, to fakt. Nieporównywalny z niczym. Ani to dżem, ani to nutella :)
Jak to zrobić?
Kup: 2,5 kg śliwek, 1 kg cukru TRZCINOWEGO!! (ZDECYDOWANIE ZA DUŻO, JA DAŁAM 80 dkg I UWAŻAM, ŻE I TAK ZBYT DUŻO!), 20dkg kakao Decomoreno, łyżka soku z cytryny, ew. garść zmielonych na pyłek orzechów laskowych.
Śliwki myjemy, wyjmujemy z nich pestki, przekrawamy na połówki lub ćwiartki. Wrzucamy do garnka z grubym dnem. Smażymy 2 godziny na średnim ogniu od czasu do czasu mieszając.
Pod koniec smażenia dosypujemy cukier.
Jego ilość trzeba dobrze wymierzyć. 1kg to zdecydowanie o wiele za dużo, 80dkg również. Myślę, że ok. 50dkg byłoby w porządku. Oczywiście to jeszcze zależy od jakości naszych śliwek i od ich stopnia i warunków dojrzewania: im śliwki bardziej dojrzałe, większe i ciemniejsze, tym mają w sobie więcej cukru, więc nie musimy im sztucznego dokładać.
Jakość "nutelli" zdecydowanie się zmieni po użyciu cukru zwykłego, o niebo lepszy efekt osiągniemy używając cukru trzcinowego.
W tym momencie jest dobry czas na dodanie łyżki soku z cytryny, plus ewentualne zmielone orzechy.
Teraz blendujemy śliwki ze wszystkimi dodatkami.
Jeśli osiągnęliśmy już gładką konsystencję całości specyfiku, możemy dosypać kakao - całe od razu. Wszystko mieszamy, po kilku minutach zdejmujemy z ognia.
Swoim wytworem napełniamy czyste. wyparzone, ciepłe słoiki (do tych wszystkich robót związanych ze słoikami, cudnie sprawdza się zmywarka odpowiednio zaprogramowana).
Dokładnie zakręcamy, odkładamy na stół wyłożony kocykiem. Ustawiamy słoiczki zakrętką do dołu. Przykrywamy kocykiem, po 2h odwracamy słoiki (już nie muszą stać do góry nogami, już się dobrze zamknęły). Niech stoją i się studzą. Jutro można je wynieść do piwnicy.
Smacznego!
niedziela, 22 września 2013
Królik dla Worrka
Strasznie miły telefon wczoraj dostałam.
Pan Worrek zapragnął dla Pani Worrkowej coś wyjątkowego na urodzinki.
Państwo Worrkowie robią dużo dobrego dla niczyich królików (dla swoich też:)), działają aktywnie w Stowarzyszeniu Pomocy Królikom, stąd się znamy.
Więcej szczegółów dotyczących królików w linku poniżej:
http://www.kroliki.net/
Pan Worrek poprosił o tort z.. króliczym akcentem.
No i stało się!
Rano upiekłam dwa biszkopty rzucane w okrągłych tortownicach (przepis w poprzednim poście).
Jeden został okrągły, stał się potem buzią królika (a właściwie królinki, bo potem się okazało, ze to dziewczynka, a na dodatek strojnisia:))
Drugi wykroiłam dwoma ruchami nożna tak, że powstały trzy elementy: dwa uszka i jeszcze kokarda :)
potem się okazało, że uszy za duże i nie mam takiego podkładu pod tort, także finalnie tort dla Worrków skończył na stolnicy :)
Każdy element przekroiłam na trzy blaty, które nasączyłam sokiem malinowym i wódeczką.
Następnie smarowałam je musem malinowym (przepis również w poprzednich postach (patrz: musy truskawkowe).
Pierwsza warstwa została dodatkowo wzbogacona winogronami.
są i złote zęby!
I jeszcze królik z profilu:)
Wszystkiego najlepszego, Worreczku!
Życzę i Tobie i sobie, aby ludzie jedli TYLKO TAKIE KRÓLIKI!
proste i pyszne ciasto z dyni, która urosła dzięki darowanym pestkom od Pana Romana
Niedziela.
Jesień.
Zimno.
W ubiegłym roku dostałam kilkanaście ziarenek dyni od takiego starszego Pana Dyrektora z poprzedniej pracy.
Świetny człowiek.
Mówił, żebym sobie posadziła, że ma pyszne owoce i na pewno coś dobrego z nich ugotuję. Bardzo lubiłam tego Pana i tak jakoś dziś postanowiłam wykorzystać tą dynię z podarowanych ziarenek.
Upiekłam zatem ciasto z dyni, zainspirował mnie nie tylko Dyrektor eM, ale i przepis znaleziony na kwestii smaku. Ciasto jest proste w wykonaniu, ale trwa wszystko trochę dłużej, ponieważ trzeba wpierw upiec dynię, a potem jeszcze ubić pianę z białek. ale wierzcie mi, WARTO! U mnie się TO zrobiło pomiędzy niedzielnym obiadem, a zamówionym tortem :)
Składniki (proponuję od razu podwoić):
• 250 g (250 ml) musu z dyni (surową dynię przekrawamy na pół, ew. na ćwiartki, wyjmujemy ziarenka i zapiekamy ok. 40 min w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Potem wybieramy miąższ łyżką, blendujemy go w miseczce i gotowe)
• 200 g masła
• 1 szklanka cukru (dałam niepełną)
• ziarenka z jednej laski wanilii około 5 centymetrowej
• skórka starta z 2 limonek (w oryginale były mandarynki)
• 3 jajka, oddzielnie żółtka od białek
• 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
• 2 łyżeczki proszku do pieczenia
HOŁ TU PRIPER:
Na górę zaplanowałam polewę z białej czekolady, ale nie zdążyłam polać, ponieważ ciasto było tak dobre, że nie zdążyłam roztopić czekolady. Nie zdążyłam nawet posypać cukrem pudrem. Jest mega dobre!
Dzięki Panie Musie!


Jesień.
Zimno.
W ubiegłym roku dostałam kilkanaście ziarenek dyni od takiego starszego Pana Dyrektora z poprzedniej pracy.
Świetny człowiek.
Mówił, żebym sobie posadziła, że ma pyszne owoce i na pewno coś dobrego z nich ugotuję. Bardzo lubiłam tego Pana i tak jakoś dziś postanowiłam wykorzystać tą dynię z podarowanych ziarenek.
Upiekłam zatem ciasto z dyni, zainspirował mnie nie tylko Dyrektor eM, ale i przepis znaleziony na kwestii smaku. Ciasto jest proste w wykonaniu, ale trwa wszystko trochę dłużej, ponieważ trzeba wpierw upiec dynię, a potem jeszcze ubić pianę z białek. ale wierzcie mi, WARTO! U mnie się TO zrobiło pomiędzy niedzielnym obiadem, a zamówionym tortem :)
Składniki (proponuję od razu podwoić):
• 250 g (250 ml) musu z dyni (surową dynię przekrawamy na pół, ew. na ćwiartki, wyjmujemy ziarenka i zapiekamy ok. 40 min w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Potem wybieramy miąższ łyżką, blendujemy go w miseczce i gotowe)
• 200 g masła
• 1 szklanka cukru (dałam niepełną)
• ziarenka z jednej laski wanilii około 5 centymetrowej
• skórka starta z 2 limonek (w oryginale były mandarynki)
• 3 jajka, oddzielnie żółtka od białek
• 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
• 2 łyżeczki proszku do pieczenia
HOŁ TU PRIPER:
- Tortownicę wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzać do 180 stopni.
- Do garnka włożyć masło, roztopić na małym ogniu mieszając (starać się nie podgrzewać za bardzo masła). Dodać cukier oraz wanilię i wymieszać. Odstawić z ognia.
- Dodać mus z dyni i skórkę z mandarynki, wymieszać i lekko ostudzić, następnie dodać żółtka i wymieszać.
- Mąkę przesiać do miski razem z proszkiem do pieczenia. Dodać ją do masy w 3 partiach, za każdym razem dokładnie mieszając (w oryginale nakazano mieszanie łyżką, ale mój mikser elektryczny poradził sobie z tym równie dobrze).
- Białka ze szczyptą soli ubić na idealnie sztywną pianę i dodać do masy, bardzo delikatnie wymieszać łyżką.
Na górę zaplanowałam polewę z białej czekolady, ale nie zdążyłam polać, ponieważ ciasto było tak dobre, że nie zdążyłam roztopić czekolady. Nie zdążyłam nawet posypać cukrem pudrem. Jest mega dobre!
Dzięki Panie Musie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




