Uwielbiam szpinak. Tak bardzo chciałam go gdzieś przemycić w wielkanocnych przysmakach. I... udało się!
Pan Szpinak, jak zwykle, spisał się na szóstkę.
Genialnie wtopił się w inne składniki, szybko i sprawnie zamieszkał w ... jajkach, tworząc wraz z nimi cudowną wiosenną przystawkę.
10 jajek ugotowanych na twardo
10 łyżek oliwy z oliwek
200g mrożonego szpinaku
6 ząbków prawdziwego, polskiego czosnku
kilka łyżek śmietany 30%
sól i pieprz do smaku
Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku. Po 2 minutach dodajemy szpinak, całość mieszamy przez 10-15min. Dolewamy śmietanę i -w razie potrzeby - oliwę. Farsz ma mieć stałą, ale aksamitną konsystencję.
Ugotowane jajka przecinamy wzdłóż, wyjmujemy ostrożnie żółtka tak, aby nie uszkodzić białek. Zółtka rozdrabiamy widelcem i dodajemy do szpinaku. Całość jeszcze mieszamy tak, aby kawałki żółtek były niewidoczne. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Pamiętajmy, że farsz musi być wyczuwalnie przyprawiony, bo zamieszka w białkach jajek:)
Gotowy farsz przekładamyb łyżeczką do białek po jajkach.
Gotowe:)
sobota, 4 kwietnia 2015
piątek, 3 kwietnia 2015
Panettone - sprawdzony przepis na kawałek Italii nad Wisłą
Wciąż żyjemy słoneczną Italią. Chcieliśmy ją poczuć nawet na wielkanocnym stole. Nabyty konserwatyzm nie pozwolił nam jednak na przygotowanie lazanii na wielkanocne śniadanie:) Ale nie poddajemy się tak łatwo :)
Postanowiliśmy upiec prawdziwe, włoskie panettone. Produkcja ciasta jest czasochłonna, ale cudowny zapach z piekarnika, który wypełnia każdy zakątek domu wynagrodzi Wam cały trud włożony w przygotowanie tego cudu. Jeśli nie lubicie ciast drożdżowych, musicie tego spróbować. W połączeniu z dużą ilością masła i żółtek, tworzy puchatą, delikatną i NIE SUCHĄ konsystencję. Pracujace drożdże nadają jej leciutko rumowy aromat. Skórka nie jest twarda, tylko bardzo delikatnie chrupiąca. Samo ciasto -bajka.
http://www.mediolan.pl/historia-panettone/
Składniki:
Postanowiliśmy upiec prawdziwe, włoskie panettone. Produkcja ciasta jest czasochłonna, ale cudowny zapach z piekarnika, który wypełnia każdy zakątek domu wynagrodzi Wam cały trud włożony w przygotowanie tego cudu. Jeśli nie lubicie ciast drożdżowych, musicie tego spróbować. W połączeniu z dużą ilością masła i żółtek, tworzy puchatą, delikatną i NIE SUCHĄ konsystencję. Pracujace drożdże nadają jej leciutko rumowy aromat. Skórka nie jest twarda, tylko bardzo delikatnie chrupiąca. Samo ciasto -bajka.
http://www.mediolan.pl/historia-panettone/
Historia panettone sięga XV wieku. W złotych
latach włoskiego Odrodzenia, pod koniec XV wieku, dwór Ludovico il Moro w
Mediolanie przewyższał wszystkie inne dwory włoskie. Dom Atellaniego
naprzeciwko kościoła S.Maria delle grazieLudovico był bardzo hojny.
Wśród jego ulubieńców był giermek Giacometto degli Atellani, któremu
podarował dom (do dziś istniejący), we wsi Vercellina, po lewej stronie
obecnego corso Magenta, naprzeciwko kościoła Santa Maria delle Grazie, w
którego refektarzu, wtedy, Leonardo da Vinci malował swoją Ostatnią
Wieczerzę. Dom Atellaniego stał się szybko znakomitym punktem spotkań,
gdzie bywały najpiękniejsze damy mediolańskie i najwspanialsze umysły
epoki?. Jedynie syn Giacometta nie brał udziału w zabawach rodzinnych.
Nazywał się Ughetto i był zakochany w pięknej córce piekarza, Adalgisie,
którego piekarnia sąsiadowała z jego domem. Oczywiście miłości
zakochanych sprzeciwiała się rodzina Unghetto, i chłopak mógł spotykać
swoją ukochaną jedynie nocą, kiedy doglądała piekarni swojego ojca.
Interesy piekarza jednak nie szły dobrze ponieważ otwarcie nowej
konkurencyjnej piekarni w pobliżu spowodowało utratę klientów. Ughetto
wpadł więc na wspaniały pomysł: dodał do chleba masło i cukier. Sukces
był natychmiastowy. Zakochany chłopak widząc uśmiech rozjaśniający twarz
ukochanej, dał się ponieść entuzjazmowi i dodał do chleba również
kawałeczki cytronu i rodzynki. Rezultat przechodził najśmielsze
oczekiwania: cała wieś stała w kolejce pod drzwiami piekarni, aby kupić
ciasto. Rodzina Atellani uspokoiła się po sukcesie piekarza; w ten oto
sposób Ughetto i Adalgisa mogli ukoronować swoje marzenia o miłości bez
przeszkód i pobrali się.
Druga z legend pochodzi z tego samego okresu.
Opowiada, iż panettone było wymysłem siostry zakonnej Unghetty. Legenda
ludowa opowiada o klasztorze młodych sióstr które miały przed sobą
biedne i smutne Boże Narodzenie. Święto jednak zostało rozweselone
dzięki pomysłowi siostry Unghetty, która nie mogła pogodzić się z myślą
niemożności podania nawet deseru. Postanowiła dodać do ciasta na chleb
cukier, jajka, masło, kawałki cytronu, a potem nakreśliła na nim nożem
znak krzyża, który podczas pieczenia uformował charakterystyczne
zagłębienia w skórce, dotychczas typowe dla panettone najbardziej
tradycjonalnego.
Trzecia historia panettone opowiada iż w
wigilię Bożego Narodzenia na dworze Księcia Ludovica miała miejsce
wystawna kolacja. Na te okazję szef kuchni książęcej przygotowywał
specjalny deser, który był w stanie godnie zamknąć okazały bankiet.
Podczas pieczenia jednak deser się spalił. W kuchni przeżywaną chwile
paniki: bali się złości księcia, w którą wpadłby w momencie dowiedzenia
się o niemożliwości podania długo oczekiwanego deseru. Aby zapobiec
temu, pomywacz o imieniu Toni, zaproponował deser, który przygotował dla
swych przyjaciół z resztek tego co się spaliło. Szef kuchni nie mając
innego wyjścia zdecydował podać nietypowy słodki chleb pomywacza.
Niecodzienny deser, który prezentował się jako kopuła zamknięta pod
brunatną skórką, kiedy został podany książęcym gościom został przyjęty z
aplauzami i w jednym momencie został skończony. Chór pochwał rozpostarł
się znad stołu; i w ten oto sposób narodził się ?El pan del Toni?
(chleb Toniego), il panettone.
A teraz najważniejsze, przepis:)))
- 3 i pół szklanki mąki (najlepiej Manitoba, ale może być np. 450. Czasami mieszam krupczatkę z tortową)
- 10 łyżek cukru
- szklanka mleka
- 5 dag drożdży
- kostka masła 200g
- 5 żółtek z dużych jajek
- skórka z jednej cytryny
- 10 dag kandyzowanej skórki z cytryny i pomarańczy
- szczypta soli, garść rodzynek
- Drożdże wymieszaj z czterema łyżkami letniej wody i odstaw na pół godziny.
- Przesiej mąkę, dodaj cukier i szczyptę soli. Zrób dołek, wlej do niego mleko i drożdże. Składniki wymieszaj i odstaw na pół godziny.
- Po 30 minutach dodaj roztopione masło i żółtka. Wyrabiaj ciasto do momentu aż zaczną się wytwarzać pęcherzyki powietrza. Ten etap trwa dosyć długo, będziecie mieć wrażenie, że ciasto nie jest w stanie wchłonąć aż takiej ilości masła, ale musicie uzbroić się w cierpliwość:) Warto! Teraz odstaw na 6 godzin.
- Do ciasta dodaj rodzynki, skórkę pomarańczową i cytrynową, zagnieć ciasto.
- Przełóż ciasto do... wysokiego garnka (bez żadnych plastikowych uszu, itd.). Garnek wpierw wysmaruj masłem. Jeśli macie niski garnek, można go najpierw wysmarować masłem i do boków przylepić papier do pieczenia, żeby stworzyć taki tunel:) Ciasto pięknie wyrasta, w ten sposób uchronimy go od ucieczki z garnka :) Aaa. Pamiętajcie, zeby wystający papier do pieczenia nie dotykał grzałek w piekarniku!!!
- Przykryj ściereczką i odstaw na 2 godziny, aby ciasto mogło wyrosnąć.
- Natnij powierzchnię ciasta na krzyż i wstaw do nagrzanego do 200 stopni piekarnika. Piecz przez 10 minut, po czym zmniejsz temperaturę do 160stopni i piecz jeszcze 35 min. Jeśli ciasto zbytnio się zrumieni na górze, można przykryć folią aluminiową. Po wystudzeniu możesz polać lukrem lub posypać cukrem pudrem.
czwartek, 2 kwietnia 2015
Zakwas na żurek. Najwspanialszy przepis od Babci Stasi.
Poniżej wrzucam Wam najlepszy, najwspanialszy, najcudowniejszy przepis na zakwas na żurek. Używam go cały rok, nie tylko na Wielkanoc. Żurek jest zupą wyjątkową, jej podstawą jest dobry zakwas. Dopiero potem wszystko inne.
Serdecznie zachęcam do przygotowania, bo jest wspaniały, cudowny, fantastyczny, obłędny, nieziemski :)
Potrzebujemy:
1 szkl mąki żytniej (możemy ja w sklepach spotkać jako "mąka na żurek")
6 łyżek drobnych otrębów żytnich
5 liści laurowych
7 ziaren ziela angielskiego
piętka chleba razowego, wysuszona (chleb musi być b. dobrej jakości, bez zbędnych dodatków i polepszaczy)
i sekret: 2 litry wody z ugotowanych ziemniaków
Mąkę i otręby mieszamy w dużym szklanym słoju (lub garnku glinianym), dorzucamy liscie i ziele.
Zalewamy LETNIĄ wodą odlaną z ugotowanych ziemniaków.
Mieszamy, dodajemy piętkę z chleba. Przykrywamy lnianą ściereczką lub gazą.
Co 2-3 dni można przemieszać drewnianą łyżką. Zakwas potrzebuje kilku dni, żeby był gotowy. Potem przechowujemy w lodówce.
Jeśli chcecie mieć mega gęsty żurek, dodajcie wiecej mąki.
Przed użyciem zakwasu, należy go wymieszać.
Wszystkie inne niezbędne do żurku składniki dodajemy dopiero do wywaru mięsnego. Dlatego też w powyższym przepisie brak np. czosnku:)
Serdecznie polecam. Na zachętę, zapraszam do przeanalizowania etykiet sklepowych zakwasów na żurek. Wtedy już będziecie mieć pewność, że nie tylko warto, ale i należy przygotowywać własny :)
Serdecznie zachęcam do przygotowania, bo jest wspaniały, cudowny, fantastyczny, obłędny, nieziemski :)
Potrzebujemy:
1 szkl mąki żytniej (możemy ja w sklepach spotkać jako "mąka na żurek")
6 łyżek drobnych otrębów żytnich
5 liści laurowych
7 ziaren ziela angielskiego
piętka chleba razowego, wysuszona (chleb musi być b. dobrej jakości, bez zbędnych dodatków i polepszaczy)
i sekret: 2 litry wody z ugotowanych ziemniaków
Mąkę i otręby mieszamy w dużym szklanym słoju (lub garnku glinianym), dorzucamy liscie i ziele.
Zalewamy LETNIĄ wodą odlaną z ugotowanych ziemniaków.
Mieszamy, dodajemy piętkę z chleba. Przykrywamy lnianą ściereczką lub gazą.
Co 2-3 dni można przemieszać drewnianą łyżką. Zakwas potrzebuje kilku dni, żeby był gotowy. Potem przechowujemy w lodówce.
Jeśli chcecie mieć mega gęsty żurek, dodajcie wiecej mąki.
Przed użyciem zakwasu, należy go wymieszać.
Wszystkie inne niezbędne do żurku składniki dodajemy dopiero do wywaru mięsnego. Dlatego też w powyższym przepisie brak np. czosnku:)
Serdecznie polecam. Na zachętę, zapraszam do przeanalizowania etykiet sklepowych zakwasów na żurek. Wtedy już będziecie mieć pewność, że nie tylko warto, ale i należy przygotowywać własny :)
Wilgotna Babka Piaskowa.
Wielkanoc 2015 upłynie pod hasłem "jeszcze mniej czasu". Dlatego też tegoroczne smakołyki będą szybko przygotowywane, częściowo z półproduktów.
Bogu dzięki, że udało się wcześniej przygotować zakwas na żurek:)
Mamy już gotowe ciasta ucierane, takie babki. Wilgotne, nie suche. U nas wersja waniliowa. Swój smak i lekkość zawdzięczają serkowi twarogowemu. To ciasto jest czymś w rodzaju babki piaskowej.
Smak możemy lekko modyfikować, np. dodając suszone owoce, albo polewajac upieczone, ostudzone ciasto letnią wodą z alkoholem i sokiem z cytryny:)
Wersja dla abstynentów:
SKŁADNIKI:
Najpierw należy przesiać mąkę do miseczki.
W drugiej misce ucieramy masło, po 2-3min dodajemy serek. Miksujemy około 2 minuty. Konsystencja będzie wyglądała bardzo źle (jak zwarzony krem do tortu), ale nie należy się tym zamartwiać ;)
Następnie dodajemy po jednym jajku. Każdorazowo, po dodaniu jednego, dokładnie miskujemy. Dodajemy sól i ekstrakt. Następnie, partami dodajemy mąkę i teraz już mieszamy widelcem. Powoli, ostrożnie. Ewentualnie na sam koniec możemy na 10-15 sekund przemieszać mikserem na małych obrotach, ale ciasta nie wolno "przemieszać" zbyt długo.
Przelewamy do silikonowej foremki (lub wytłuszczonej, osypanej grubo mąką).
Pieczemy w tem. 180 stopni przez około 50-60 min. Należy jednak sprawdzać stan upieczenia częściej, bo wiele zależy np. od stanu naszego piekarnika.
Wyłączamy [piekarnik, uchylamy drzwiczki. Po 10 min wyjmujemy ciasto i studzimy na zewnątrz.
Smacznego!
Ps. zdjęcie "kradzione"*, musicie mi wybaczyć. (*patrz: brak czasu)
http://www.justapinch.com/recipes/dessert/dessert-cake/rum-vanilla-bean-bundt-cake.html
Bogu dzięki, że udało się wcześniej przygotować zakwas na żurek:)
Mamy już gotowe ciasta ucierane, takie babki. Wilgotne, nie suche. U nas wersja waniliowa. Swój smak i lekkość zawdzięczają serkowi twarogowemu. To ciasto jest czymś w rodzaju babki piaskowej.
Smak możemy lekko modyfikować, np. dodając suszone owoce, albo polewajac upieczone, ostudzone ciasto letnią wodą z alkoholem i sokiem z cytryny:)
Wersja dla abstynentów:
SKŁADNIKI:
- 1,5 szklanki mąki tortowej
- 170 g masła
- 115 g serka z wiaderka
- 3/4 szklanki cukru
- 3 jajka "L"
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
i szczypta soli
Najpierw należy przesiać mąkę do miseczki.
W drugiej misce ucieramy masło, po 2-3min dodajemy serek. Miksujemy około 2 minuty. Konsystencja będzie wyglądała bardzo źle (jak zwarzony krem do tortu), ale nie należy się tym zamartwiać ;)
Następnie dodajemy po jednym jajku. Każdorazowo, po dodaniu jednego, dokładnie miskujemy. Dodajemy sól i ekstrakt. Następnie, partami dodajemy mąkę i teraz już mieszamy widelcem. Powoli, ostrożnie. Ewentualnie na sam koniec możemy na 10-15 sekund przemieszać mikserem na małych obrotach, ale ciasta nie wolno "przemieszać" zbyt długo.
Przelewamy do silikonowej foremki (lub wytłuszczonej, osypanej grubo mąką).
Pieczemy w tem. 180 stopni przez około 50-60 min. Należy jednak sprawdzać stan upieczenia częściej, bo wiele zależy np. od stanu naszego piekarnika.
Wyłączamy [piekarnik, uchylamy drzwiczki. Po 10 min wyjmujemy ciasto i studzimy na zewnątrz.
Smacznego!
Ps. zdjęcie "kradzione"*, musicie mi wybaczyć. (*patrz: brak czasu)
http://www.justapinch.com/recipes/dessert/dessert-cake/rum-vanilla-bean-bundt-cake.html
poniedziałek, 16 marca 2015
Francuski sernik. Najlepszy.
Poniżej przepis na najciekawszy, najlepszy sernik, jaki dotychczas spotkałam. Nie ma smaku polskiego sernika, jest kremowy, aksamitny. Nie kwaśny, ale też nie słodki. Nie pęka i nie przypala się. Łatwo się go kroi. Szybko znika. Tak, to jest sernik perfekcyjny, idealny.
Składniki:
spód:
200g herbatników czekoladowych
pół kostki masła
masa serowa:
1kg twarogu trzykrotnie zmielonego
3 łyżki budyniu w proszku z prawdziwą wanilią (opcjonalnie 3 łyżki mąki ziemniaczanej)
5 całych jajek
2 żółtka
3/4 szklanki cukru trzcinowego (lub drobnego białego do wypieków)
2 łyżki ricotty lub mascarpone
120 ml śmietany kremówki 30%
2x100g białej czekolady
góra:
cukier
opalaczka do creme brulee
Wykonanie:
Spód tortownicy 24cm wykładamy papierem do pieczenia, nadmiar papieru wysuwamy na zewnątrz.
ciasteczka kruszymy w malakserze na proszek. Dodajemy stopione masło.
Wszystko łączymy aż powstanie coś o konsystencji mokrego piasku, który to przesypujemy na wyłożoną papierem tortownicę. Ubijamy wszystko dłońmi (albo np. dnem szklanki, itd.) i wkładamy do lodówki.
Twaróg i ricottę przekładamy do wysokiej miski, przez jedną minutę miksujemy na najniższych obrotach miksera. Nie dłużej.
Następnie dodajemy cukier i budyń, po czym miksujemy 30 sekund. Nie dłużej.
Na parze roztapiamy białą czekoladę uważając, aby się równo rozpuściła (nie wiem dlaczego, ale np. czekolada Alpen Gold nie jest najlepsza do takich działań, więc nie polecam...). Moja oczywiście nigdy się nie chce rozpuścić, więc dolewam odrobinę śmietanki kremówki i energicznie mieszam aż do połączenia.
Do masy serowej dodajemy po jednym jajku. Po każdym dodaniu miksujemy na najniższych obrotach 20-30sekund. Tak samo postępujemy przy dodawaniu żółtek.
Potem dolewamy śmietankę, delikatnie mieszając. Na sam koniec dolewamy (musi być lejąca się, ale przestudzona) białą czekoladę i znów delikatnie mieszamy. Może być mikserem, ale bardzo powoli.
Całość delikatnie wylewamy na ciasteczkowy spód i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temp. 210 stopni C. Tak pieczemy przez 12 minut, po czym (bez otwierania piekarnika) zmniejszamy temperaturę do 100 stopni i zapiekamy jeszcze przez 55-60min.
Wyłączamy piekarnik, ciasto można wyjąć dopiero po 2-3h.
Trzymamy całą noc w lodówce.
Przed podaniem wyjmujemy z lodówki, posypujemy równo cukrem i przypiekamy używając opalarki do creme brulee. (ew. wkładamy do piekarnika z funkcją grilla, ustawiamy ciasto możliwie blisko górnych grzałek i w ciągu kilku minut powinien rozpuścić się cukier tworząc chrupiacą skorpukę).
Podajemy natychmiast:)
SmaczneGO!
PS. zdjęcie "kradzione" ze strony: http://www.thelittleepicurean.com/2013/08/mini-cheesecake-brulee.html
Bo nasz cziskejk się jeszcze studzi ;)
Składniki:
spód:
200g herbatników czekoladowych
pół kostki masła
masa serowa:
1kg twarogu trzykrotnie zmielonego
3 łyżki budyniu w proszku z prawdziwą wanilią (opcjonalnie 3 łyżki mąki ziemniaczanej)
5 całych jajek
2 żółtka
3/4 szklanki cukru trzcinowego (lub drobnego białego do wypieków)
2 łyżki ricotty lub mascarpone
120 ml śmietany kremówki 30%
2x100g białej czekolady
góra:
cukier
opalaczka do creme brulee
Wykonanie:
Spód tortownicy 24cm wykładamy papierem do pieczenia, nadmiar papieru wysuwamy na zewnątrz.
ciasteczka kruszymy w malakserze na proszek. Dodajemy stopione masło.
Wszystko łączymy aż powstanie coś o konsystencji mokrego piasku, który to przesypujemy na wyłożoną papierem tortownicę. Ubijamy wszystko dłońmi (albo np. dnem szklanki, itd.) i wkładamy do lodówki.
Twaróg i ricottę przekładamy do wysokiej miski, przez jedną minutę miksujemy na najniższych obrotach miksera. Nie dłużej.
Następnie dodajemy cukier i budyń, po czym miksujemy 30 sekund. Nie dłużej.
Na parze roztapiamy białą czekoladę uważając, aby się równo rozpuściła (nie wiem dlaczego, ale np. czekolada Alpen Gold nie jest najlepsza do takich działań, więc nie polecam...). Moja oczywiście nigdy się nie chce rozpuścić, więc dolewam odrobinę śmietanki kremówki i energicznie mieszam aż do połączenia.
Do masy serowej dodajemy po jednym jajku. Po każdym dodaniu miksujemy na najniższych obrotach 20-30sekund. Tak samo postępujemy przy dodawaniu żółtek.
Potem dolewamy śmietankę, delikatnie mieszając. Na sam koniec dolewamy (musi być lejąca się, ale przestudzona) białą czekoladę i znów delikatnie mieszamy. Może być mikserem, ale bardzo powoli.
Całość delikatnie wylewamy na ciasteczkowy spód i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temp. 210 stopni C. Tak pieczemy przez 12 minut, po czym (bez otwierania piekarnika) zmniejszamy temperaturę do 100 stopni i zapiekamy jeszcze przez 55-60min.
Wyłączamy piekarnik, ciasto można wyjąć dopiero po 2-3h.
Trzymamy całą noc w lodówce.
Przed podaniem wyjmujemy z lodówki, posypujemy równo cukrem i przypiekamy używając opalarki do creme brulee. (ew. wkładamy do piekarnika z funkcją grilla, ustawiamy ciasto możliwie blisko górnych grzałek i w ciągu kilku minut powinien rozpuścić się cukier tworząc chrupiacą skorpukę).
Podajemy natychmiast:)
SmaczneGO!
PS. zdjęcie "kradzione" ze strony: http://www.thelittleepicurean.com/2013/08/mini-cheesecake-brulee.html
Bo nasz cziskejk się jeszcze studzi ;)
środa, 11 lutego 2015
najszybsze (i najpyszniejsze) pączki świata
Życiowe zawirowania nie sprawiają, że prawdziwa pasja znika, oj nie. Ona ewoluuje w takich momentach. Zmienia się, przekształca. Dostosowuje nas do siebie.
Tak też jest i teraz ze mną i z gotowaniem.
Mamy dla siebie mało czasu i dlatego ono jest inne niż dotychczas. Ale jest. I to jest najlepsze w naszym "związku":)
Przeokropnie mała ilość czasu na takie przyjemności jak tworzenie w kuchni sprawia, że juz w sklepie, w samochodzie, w drodze z pracy myślę jak zmodyfikować stare przepisy, żeby było jeszcze smaczniej i jeszcze szybciej.
Tak dziś powstały
NAJSZYBSZE PĄCZKI ŚWIATA
Miało ich wcale nie być, bo przecież ciasto drożdżowe musi wyrastać, trzeba go odpowiednio długo wyrabiać, itd. Nie miałam na to czasu, ale mogę tylko dziękować światu, bo smak jest REWELACYJNY! Pączki wyszły MEGA OBŁĘDNIE DELIKATNE, PUSZYSTE, MIĘKKIE. Nie przypalały się, powstały ładne kuleczki i właściwie nawet nie potrzebują nadzienia. Same w sobie są cudne.
Spróbujcie, warto jak nic. Produkcja z pieczeniem trwa około 1,5h. Zdążycie pozmywać w międzyczasie. A naczyń niewiele do zmywania ;)
Składniki:
Dodatkowo:
| |||||
Sposób przygotowania: Wszystkie składniki mieszamy w jednym garnku. Rozgrzewamy olej.
Wlewamy sobie pół kubka oleju, wkładamy tam dwie puste łyżki. Na rozgrzany olej wkładamy szybko, za pomocą dwóch łyżek, po jednej porcji ciasta. Możemy jednocześnie smażyć kilka pączków. Staramy się je regularnie odwracać. Same, poprzez to ich odwracanie w trakcie smażenia, nabierają superkulkowego kształtu.
Jeśli nabiorą złotobrązowego koloru - są gotowe. Musimy ostrożnie wyjąć je na talerz wyłożony KILKOMA warstwami ręcznika papierowego.
Lekko odsączone z tłuszczu możemy przełożyć na pusty talerz i obsypać cukrem pudrem (np. z cynamonem).
PS. Wracając do łyżek, które mają służyć do nakładania ciasta do oleju: maczanie ich w oleju sprawia, że ciasto łatwo się z nich ześlizguje. Na jedną łyżkę nabieramy porcję ciasta, a drugą - zsuwamy porcę wprost na olej.
Podejrzewam, że można nakładać do szprycy cukierniczej, itd., ale mi najwygodniej łyżkami.
BARDZO, ALE TO BARDZO SERDECZNIE POLECAM TEN PRZEPIS, BO EFEKT PRZERASTA WSZELKIE WASZE WYOBRAŻENIA. PRZEPIS JEST NIEPOZORNY.
Tych pączków wychodzi ze 35 sztuk. Ale oczywiście mozna zrobić większe. Pilnujcie wtedy czasu pieczenia.
PS. Myślałam, że nie lubię pączków. Do dziś <3
|
piątek, 9 stycznia 2015
Najszybsze ciasto świata. Przepis (również) dla kuchennych hejterów
Tak, jak obiecywałam, wrzucam dla Was przepis na najszybsze ciasto świata. Zarazem najłatwiejsze ciasto świata. Nie trzeba się jakoś specjalnie trzymać przepisu. Szklanka, to szklanka;)
Przepis wprost wymarzony dla:
- zapracowanych, bo to ciasto przygotowuje się tak długo jak dobrą kawę
-nienawidzących prac kuchennych, bo na pewno się uda (i -jak wyżej- nie potrwa długo)
-studentów, bo nie wymaga żadnych wyjątkowych składników czy narzędzi (Możecie je nawet upiec w metalowym garnku, albo miseczce na zupę!)
Włączcie piekarnik na 180 stopni.
Przygotujcie blaszkę na ciasto - raczej małą, bo ciasto wychodzi niskie. Można też podwoić proporcje.
Ja z tego przepisu od "drugiego razu" robię szatańsko dobre muffinki z bananami.
Przepis podstawowy na najprostsze ciasto świata:
Przepis wprost wymarzony dla:
- zapracowanych, bo to ciasto przygotowuje się tak długo jak dobrą kawę
-nienawidzących prac kuchennych, bo na pewno się uda (i -jak wyżej- nie potrwa długo)
-studentów, bo nie wymaga żadnych wyjątkowych składników czy narzędzi (Możecie je nawet upiec w metalowym garnku, albo miseczce na zupę!)
Włączcie piekarnik na 180 stopni.
Przygotujcie blaszkę na ciasto - raczej małą, bo ciasto wychodzi niskie. Można też podwoić proporcje.
Ja z tego przepisu od "drugiego razu" robię szatańsko dobre muffinki z bananami.
Przepis podstawowy na najprostsze ciasto świata:
- 1 szklanka mąki
- pół szklanki cukru (wersja z bajerem: w ramach tego cukru może częściowo być cukier waniliowy)
- pół szklanki mleka (i znów wersja z bajerem,ale przydatniejszym i skuteczniejszym: niechże to mleko będzie wymieszane z jogurtem, kefirem, maślanką, itp. może być pół na pół)
- pół szklanki oleju (dla tych, którzy cierpią na nadmiar czasu może być "pół szklanki stopionego masła":)
- 1 jajko
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia wymieszana z sodą (pół na pół)
Wszystko, co wymienione powyżej należy wrzucić w jeden gar, wymieszać widelcem (nie mixerem!!). Wlać na wyłożoną papierem do pieczenia foremkę (ew. do papilotków muffinkowych). Wierzch posypać owocami, bakaliami, kawałkami czekolady, itd.
Można zrobić dodatkowo kruszonkę, albo wystudzone ciasto polać stopioną czekoladą. Można do ciasta dodać troszkę cynamonu i wkroic jabłko w kostkach. Otrzymamy namiastkę szarlotki.
Piecz w piekarniku nagrzanym do 180ºC około 35-45 minut, do suchego patyczka. (Muffinki pieczemy krócej. Jeśli ciasto za bardzo brązowieje, musimy zmniejszyć temperaturę).
Chyba szybciej się nie da, ale oczywiście będę próbować i dzielić się z Wami efektami.
Miłej zabawy, hejterom kulinarnym również:)
Tagi: najszybsze ciasto świata, najszybsze ciasto na świecie, szybkie muffinki, ciasto w 5 minut, prosty przepis, studenckie ciasto, proste wypieki
Subskrybuj:
Posty (Atom)











