Odkryłam amarantus.
Skusiła mnie wartość substancji odżywczych i brak glutenu w tych maleńkich ziarenkach.
Przypomniało mi się, że ta roślinka bywała w ogródku u Babci Stasi dwadzieściaparę lat temu.
Popping z amarantusa jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem na początkowe przygody z tym specyfikiem.
Dziś postanowiłam z niego zrobić batoniki. Tym sposobem mogę zabrać amarantus na jutrzejsze szkolenie!
75 g poppingu z amarantusa
50g pestek dyni mieszanych z pestkami słonecznika
80g płatków owsianych górskich
10 suszonych daktyli
90g masła
4 łyżki miodu
2 łyżeczki masła orzechowego
1 białko
Prażymy na patelni płatki do momentu, aż lekko się przyrumienią (najpierw zaczynamy czuć specyfonczny, lekko orzechowy aromat).
Uprażone płatki wsypujemy do garnka.
Na tej samej rozgrzanej patelni prażymy pestki dyni i pestki słonecznika (zamiennie może być też sezam).
W drugim garnuszku topimy masło z miodem i masłem orzechowym.
Łączymy z uprażonymi ziarnami, dodajemy amarantus, posiekane drobno daktyle. Mieszamy, na koniec dodajemy białko z jednego, dużego jajka.
Całość wykładamy na foremkę (nie większą niż 28cm) wyłożoną papierem do pieczenia. Dokładnie wyklejamy spód foremki. Możemy pomóc sobie łyżką, deseczką itd. Ma być mocno dociśniete.
Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 160 stopni.
Pieczemy 20-30min.
Całość można polać roztopioną czekoladą. Po wystygnięciu łatwo się kroi.
Ma mega smak, taka wersja premium znanych sezamków.
Można dowolnie modyfikować dodając ulubione bakalie, itd.
Serdecznie polecam. Łatwo się można uzależnić, ale takich uzależnień właśnie Wam życzę z całego serca!
wtorek, 9 czerwca 2015
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Smak raju w grodzie Kraka - mleko kokosowe - prosty i szybki przepis
Dawno słyszałam o mleku kokosowym, ale jakoś nigdy nie miałam wielkiego pragnienia przygotować go w domu.
Poszukując jednak bezlaktozowej alternatywy, trafiłam na jakiś podejrzanie prosty przepis.
Skusiło mnie również to, że wszyscy wokoło zachwycają się tym "wynalazkiem".
I wiecie co? Udało się. Efekt końcowy przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Jeśli to, co piję NIE SZKODZI MI i jednocześnie smakuje o niebo lepiej od zwykłego, odzwierzęcego mleka, to ja już nigdy nie kupię kartonu UHTgo.
Poza tym przygotowanie mleczka kokosowego trwa krócej niż wizyta w osiedlowym sklepie.
A. no i jest tańsze!
Spróbujcie, naprawdę Was zaskoczy:
200g wiórków kokosowych (miałam kresto)
2 L wody
Wodę zagotować.
Połowę wlać do wysokiego naczynia (ew. kubka od blendera), wsypać wiórki i miksować 3-4 minuty na wysokich obrotach.
Przez gazę (gęste sitko, lnianą ściereczkę itd.) przecedzić do większego garnka.
Wiórki ponownie wsypać do blendera i zalać pozostałą częścią wody. Znów blendować 3-4 minuty.
Przecedzić.
Mleko gotowe!!
Powinno Wam wyjść około 1,5 litra.
Przechowujemy w szklanej butelce/słoiku w lodówce do trzech dni. Świetnie nadaje się do kawy <3 Doskonale zastąpi tradycyjne mleko.
Jeszcze nie wiem co fajnego można zrobić ze zużytych wiórków, ale coś na pewno wymyślę - obiecuję!
Póki co - suszymy je!
PS. W lodówce, na górze mleka zbierze się tłusta warstwa - to olej kokosowy. Można go zdjąć i użyć np. do celów kosmetycznych.
Poszukując jednak bezlaktozowej alternatywy, trafiłam na jakiś podejrzanie prosty przepis.
Skusiło mnie również to, że wszyscy wokoło zachwycają się tym "wynalazkiem".
I wiecie co? Udało się. Efekt końcowy przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Jeśli to, co piję NIE SZKODZI MI i jednocześnie smakuje o niebo lepiej od zwykłego, odzwierzęcego mleka, to ja już nigdy nie kupię kartonu UHTgo.
Poza tym przygotowanie mleczka kokosowego trwa krócej niż wizyta w osiedlowym sklepie.
A. no i jest tańsze!
Spróbujcie, naprawdę Was zaskoczy:
200g wiórków kokosowych (miałam kresto)
2 L wody
Wodę zagotować.
Połowę wlać do wysokiego naczynia (ew. kubka od blendera), wsypać wiórki i miksować 3-4 minuty na wysokich obrotach.
Przez gazę (gęste sitko, lnianą ściereczkę itd.) przecedzić do większego garnka.
Wiórki ponownie wsypać do blendera i zalać pozostałą częścią wody. Znów blendować 3-4 minuty.
Przecedzić.
Mleko gotowe!!
Powinno Wam wyjść około 1,5 litra.
Przechowujemy w szklanej butelce/słoiku w lodówce do trzech dni. Świetnie nadaje się do kawy <3 Doskonale zastąpi tradycyjne mleko.
Jeszcze nie wiem co fajnego można zrobić ze zużytych wiórków, ale coś na pewno wymyślę - obiecuję!
Póki co - suszymy je!
PS. W lodówce, na górze mleka zbierze się tłusta warstwa - to olej kokosowy. Można go zdjąć i użyć np. do celów kosmetycznych.
niedziela, 7 czerwca 2015
BEZMIĘSNA KOLACJA. Dla bezglutków również.
Rzadko jadamy kolacje, ale staram się, żeby w niedziele były.
Dziś "musiałam" przygotować pieczarki, które dostałam od Mamy. Świeże, ciężkie i ogromne, od Sąsiada Pieczarkarza.
Postanowiłam je nafaszerować czymś prostym, czymś, co nie wymaga nadmiaru pracy.
1 szkl ugotowanej kaszy jaglanej (została ze śniadania)
2 garście siekanych ziół (u mnie pietruszka, bazylia, lubczyk, oregano, koperek i... rucola)
2 średnie cebule
2 ząbki czosnku
1 suszony pomidor drobno posiekany
Troszeczkę żółtego serca
Myjemy pieczarki, odrywamy im nóżki.
Nóżki drobno siekamy, razem z cebulą,suszonym pomidorem i czosnkiem podsmażamy na patelni z 2-3 łyżkami oliwy. Mieszamy z kaszą jaglaną, doprawiamy pieprzem do smaku.
Całością nadziewamy kapelusze pieczarek, układamy na papierze do pieczenia.
Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180-200 stopni i zapiekamy 15 min. Potem posypujemy każdy kapelusz żółtym serem, znów zamykamy piekarnik i po 2 minutach gotowe.
Podajemy ze świeżą sałatką (rucola, pomidor i oliwa z oliwek wystarczą!!).
Robiłam też kiedyś w ten sam sposób, ale pieczarki portobelo. Szczerze? Były jeszcze pyszniejsze.
Polecam jedne i drugie. Danie szybkie, zdrowe, bezmięsne i bezglutenowe.
Dziś "musiałam" przygotować pieczarki, które dostałam od Mamy. Świeże, ciężkie i ogromne, od Sąsiada Pieczarkarza.
Postanowiłam je nafaszerować czymś prostym, czymś, co nie wymaga nadmiaru pracy.
1 szkl ugotowanej kaszy jaglanej (została ze śniadania)
2 garście siekanych ziół (u mnie pietruszka, bazylia, lubczyk, oregano, koperek i... rucola)
2 średnie cebule
2 ząbki czosnku
1 suszony pomidor drobno posiekany
Troszeczkę żółtego serca
Myjemy pieczarki, odrywamy im nóżki.
Nóżki drobno siekamy, razem z cebulą,suszonym pomidorem i czosnkiem podsmażamy na patelni z 2-3 łyżkami oliwy. Mieszamy z kaszą jaglaną, doprawiamy pieprzem do smaku.
Całością nadziewamy kapelusze pieczarek, układamy na papierze do pieczenia.
Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180-200 stopni i zapiekamy 15 min. Potem posypujemy każdy kapelusz żółtym serem, znów zamykamy piekarnik i po 2 minutach gotowe.
Podajemy ze świeżą sałatką (rucola, pomidor i oliwa z oliwek wystarczą!!).
Robiłam też kiedyś w ten sam sposób, ale pieczarki portobelo. Szczerze? Były jeszcze pyszniejsze.
Polecam jedne i drugie. Danie szybkie, zdrowe, bezmięsne i bezglutenowe.
Najlepsze z natury - syrop z kwiatów bzu
Kocham czarny bez. Za zapach i za to, że dzieli się z nami tym, co ma najlepszego.
A ma nam, ludziom, bardzo dużo dobra do zaoferowania i wiemy to nie od dziś:
Czarny bez to jedna z najstarszych roślin leczniczych znanych w Europie. Odgrywał niezwykłą rolę w medycynie ludowej: w celach terapeutycznych stosowano wszystkie jego części, od kwiatów po korzenie.
Najciekawsze jest to, że za jego pomocą staropolscy medycy potrafili uzyskać dwa różne efekty. Wierzono na przykład, że kora bzu skrobana od góry do dołu wywołuje wymioty, a odwrotnie – działa przeczyszczająco. Ale czarny bez doceniali nie tylko lekarze. Zwykli ludzie otaczali go czcią do tego stopnia, że nigdy nie używali jego drewna do palenia w piecu. Za uszkodzenie krzewu można było nawet stracić życie!
1. Zwalczają przeziębienie. Napary z kwiatów działają rozgrzewająco, napotnie i pomagają odkrztuszać wydzielinę z oskrzeli. Najlepiej działają w połączeniu z maliną i kwiatostanem lipy.
2. Mają właściwości przeciwzapalne. Wodnych wyciągów z kwiatów bzu można używać do płukania jamy ustnej i gardła oraz do okładów na powieki przy zapaleniu spojówek. Sprawdzają się również przy przemywaniu skóry ze zmianami trądzikowymi lub zapalnymi.
3. Działają moczopędnie. Herbatki z kwiatów lub owoców czarnego bzu stosuje się pomocniczo w leczeniu chorób układu moczowego i podczas kuracji oczyszczających.
4. Wspomagają odchudzanie. Owoce czarnego bzu mają działanie przeczyszczające i często wchodzą w skład mieszanek odchudzających.
5. Zwalczają wolne rodniki. Owoce są najbogatszym źródłem silnych przeciwutleniaczy – antocyjanów. Pod tym względem dorównuje im tylko aronia. Zawierają też dużo witaminy C.
//http://polki.pl/odzywianie_artykul,10012120.html//
Oprócz cudnego zapachu beztroski, obfituje w białe, urocze kwiaty, które mają mega moc. Właśnie z tych kwiatów zrobiłam dziś syropy na długie, zimowe wieczory. Będą stanowić cudowny dodatek do gorących herbat wypijanych od października. Niektórzy piją cały rok, dolewając latem do wody z lodem; w końcu dbać o organizm należy cały rok. Ubiegłoroczne soki z owoców czarnego bzu okazały sie tak wspaniałe, że w połowie stycznia skończyły się nasze zapasy. Dlatego w tym roku zrobię więcej.
Kochani, zbierając jakiekolwiek kwiaty czy owoce pamietajcie o najważniejszym: o poszanowaniu natury! Korzystajmy z niej ile się da, ale nie niszczmy jej. W praktyce trzeba pamiętać o tym, że np. zbierając kwiaty bzu - nie zbieramy wszystkich z jednego krzaka. Jeśli zerwiemy małą część - nic się nie stanie. Krzew nadal będzie rósł i z pozostałych kwiatów dojrzeją owoce, które częściowo zjedzą ptaki, częsciowo może ktoś inny zbierze na soki itd. Czarny bez jest rośliną na tyle powszechną, że bez problemu znajdziecie kilka.
Dbajmy o nie, bo one dbają o nas!
Teraz przepis:
50 kwiatów bzu czarnego
1 kg cukru (w fazie eksperymentalnej mam przepis z ksylitolem, ale podzielę się nim z Wami dopiero wtedy, gdy będę miała pewność, że sok syrop się nie psuje)
2 cytryny ze skórką
3 cm imbiru
1 litr wody
Zebrane kwiaty rozkładamy na białych kartkach papieru, żeby ci, którzy w nich żyją - poszli sobie:)
W tym czasie zagotowujemy wodę z cukrem, imbirem i cytryną (ze skórką) pokrojoną na małe kawałki.
Dodajemy kwiaty bzu, gotujemy na małym ogniu 10minut.
Odstawiamy na 2 dni, po czym ponownie zagotowujemy, odsączamy przez gazę i przelewamy gorący syrop do szklanych buteleczek. Przechowujemy w lodówce.
Zdjęcie podkradłam z innej strony: http://gotujmy.pl/sok-z-kwiatow-bzu-czarnego,przepisy-przetwory-przepis,151605.html
A ma nam, ludziom, bardzo dużo dobra do zaoferowania i wiemy to nie od dziś:
Czarny bez to jedna z najstarszych roślin leczniczych znanych w Europie. Odgrywał niezwykłą rolę w medycynie ludowej: w celach terapeutycznych stosowano wszystkie jego części, od kwiatów po korzenie.
Najciekawsze jest to, że za jego pomocą staropolscy medycy potrafili uzyskać dwa różne efekty. Wierzono na przykład, że kora bzu skrobana od góry do dołu wywołuje wymioty, a odwrotnie – działa przeczyszczająco. Ale czarny bez doceniali nie tylko lekarze. Zwykli ludzie otaczali go czcią do tego stopnia, że nigdy nie używali jego drewna do palenia w piecu. Za uszkodzenie krzewu można było nawet stracić życie!
Jak działa czarny bez? Oto 5 właściwości!
Współczesna nauka potwierdziła wiele znanych do tej pory leczniczych właściwości czarnego bzu. Wiemy już na pewno, że preparaty z tej rośliny:1. Zwalczają przeziębienie. Napary z kwiatów działają rozgrzewająco, napotnie i pomagają odkrztuszać wydzielinę z oskrzeli. Najlepiej działają w połączeniu z maliną i kwiatostanem lipy.
2. Mają właściwości przeciwzapalne. Wodnych wyciągów z kwiatów bzu można używać do płukania jamy ustnej i gardła oraz do okładów na powieki przy zapaleniu spojówek. Sprawdzają się również przy przemywaniu skóry ze zmianami trądzikowymi lub zapalnymi.
3. Działają moczopędnie. Herbatki z kwiatów lub owoców czarnego bzu stosuje się pomocniczo w leczeniu chorób układu moczowego i podczas kuracji oczyszczających.
4. Wspomagają odchudzanie. Owoce czarnego bzu mają działanie przeczyszczające i często wchodzą w skład mieszanek odchudzających.
5. Zwalczają wolne rodniki. Owoce są najbogatszym źródłem silnych przeciwutleniaczy – antocyjanów. Pod tym względem dorównuje im tylko aronia. Zawierają też dużo witaminy C.
//http://polki.pl/odzywianie_artykul,10012120.html//
Oprócz cudnego zapachu beztroski, obfituje w białe, urocze kwiaty, które mają mega moc. Właśnie z tych kwiatów zrobiłam dziś syropy na długie, zimowe wieczory. Będą stanowić cudowny dodatek do gorących herbat wypijanych od października. Niektórzy piją cały rok, dolewając latem do wody z lodem; w końcu dbać o organizm należy cały rok. Ubiegłoroczne soki z owoców czarnego bzu okazały sie tak wspaniałe, że w połowie stycznia skończyły się nasze zapasy. Dlatego w tym roku zrobię więcej.
Kochani, zbierając jakiekolwiek kwiaty czy owoce pamietajcie o najważniejszym: o poszanowaniu natury! Korzystajmy z niej ile się da, ale nie niszczmy jej. W praktyce trzeba pamiętać o tym, że np. zbierając kwiaty bzu - nie zbieramy wszystkich z jednego krzaka. Jeśli zerwiemy małą część - nic się nie stanie. Krzew nadal będzie rósł i z pozostałych kwiatów dojrzeją owoce, które częściowo zjedzą ptaki, częsciowo może ktoś inny zbierze na soki itd. Czarny bez jest rośliną na tyle powszechną, że bez problemu znajdziecie kilka.
Dbajmy o nie, bo one dbają o nas!
Teraz przepis:
50 kwiatów bzu czarnego
1 kg cukru (w fazie eksperymentalnej mam przepis z ksylitolem, ale podzielę się nim z Wami dopiero wtedy, gdy będę miała pewność, że sok syrop się nie psuje)
2 cytryny ze skórką
3 cm imbiru
1 litr wody
Zebrane kwiaty rozkładamy na białych kartkach papieru, żeby ci, którzy w nich żyją - poszli sobie:)
W tym czasie zagotowujemy wodę z cukrem, imbirem i cytryną (ze skórką) pokrojoną na małe kawałki.
Dodajemy kwiaty bzu, gotujemy na małym ogniu 10minut.
Odstawiamy na 2 dni, po czym ponownie zagotowujemy, odsączamy przez gazę i przelewamy gorący syrop do szklanych buteleczek. Przechowujemy w lodówce.
Zdjęcie podkradłam z innej strony: http://gotujmy.pl/sok-z-kwiatow-bzu-czarnego,przepisy-przetwory-przepis,151605.html
sobota, 4 kwietnia 2015
Mazurek, który zawsze się udaje i jest pyszny.
Ten mazurek ujął mnie swoją prostotą. Przepis zaczerpnięty ze strony mojewypieki.com; jak zwykle niezawodny.
Zmodyfikowałam go, zgodnie z upodobaniami moich najbliższych. Ciasto jest doskonale kruche, perfekcyjnie dopasuje się do Waszego ulubionego kremu. Jeśli nie macie czasu, spokojnie można użyć gotowej masy krówkowej:)
Składniki:
Po wystudzeniu, wysmarować ciasto cienką warstwą konfitur lub dżemu: najlepiej kwaśnego, np. wiśniowy lub porzeczkowy. U nas śliwkowy.
Nad parą umieścić miseczkę, wlać do niej 300ml śmietanki słodkiej, 30%. Dodać połamaną w kostki czekoladę: 2 tabliczki gorzkiej i 1 tabliczkę mlecznej. Całość mieszać, aż do całkowitego rozpuszczenia się czekolad. Zdejmujemy z pary, mieszamy, aż się przestudzi i zgęstnieje.
Lekko tężejącą czekoladę wylewamy na wysmarowanego konfiturą mazurka.
Po 20-30min dekorujemy dowolnymi bakaliami.
Naszego mazurka dekorowała sześcioletnia Natalka <3
Zmodyfikowałam go, zgodnie z upodobaniami moich najbliższych. Ciasto jest doskonale kruche, perfekcyjnie dopasuje się do Waszego ulubionego kremu. Jeśli nie macie czasu, spokojnie można użyć gotowej masy krówkowej:)
Składniki:
-
350 g mąki krupczatki
-
100 g cukru pudru
-
200 g masła, zimnego
-
1 łyżka śmietany 18%
-
2 żółtka
Blachę o wymiarach 35 x 25 cm (lub 40 x 25
cm) wysmarować masłem, wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto
rozwałkować, przenieść na blaszkę, dokładnie wylepić spód i
wyrównać. Ponakłuwać (nie ma takiego słowa chyba, ale jest taka czynność:) widelcem całość ciasta, żeby uniknąć tworzenia się pęcherzy powietrza pod spodem.
Piec w temperaturze 190ºC przez około 20 minut, na jasnozłoty kolor.Po wystudzeniu, wysmarować ciasto cienką warstwą konfitur lub dżemu: najlepiej kwaśnego, np. wiśniowy lub porzeczkowy. U nas śliwkowy.
Nad parą umieścić miseczkę, wlać do niej 300ml śmietanki słodkiej, 30%. Dodać połamaną w kostki czekoladę: 2 tabliczki gorzkiej i 1 tabliczkę mlecznej. Całość mieszać, aż do całkowitego rozpuszczenia się czekolad. Zdejmujemy z pary, mieszamy, aż się przestudzi i zgęstnieje.
Lekko tężejącą czekoladę wylewamy na wysmarowanego konfiturą mazurka.
Po 20-30min dekorujemy dowolnymi bakaliami.
Naszego mazurka dekorowała sześcioletnia Natalka <3
jajka faszerowane szpinakiem. Wielkanocny stół inaczej.
Uwielbiam szpinak. Tak bardzo chciałam go gdzieś przemycić w wielkanocnych przysmakach. I... udało się!
Pan Szpinak, jak zwykle, spisał się na szóstkę.
Genialnie wtopił się w inne składniki, szybko i sprawnie zamieszkał w ... jajkach, tworząc wraz z nimi cudowną wiosenną przystawkę.
10 jajek ugotowanych na twardo
10 łyżek oliwy z oliwek
200g mrożonego szpinaku
6 ząbków prawdziwego, polskiego czosnku
kilka łyżek śmietany 30%
sól i pieprz do smaku
Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku. Po 2 minutach dodajemy szpinak, całość mieszamy przez 10-15min. Dolewamy śmietanę i -w razie potrzeby - oliwę. Farsz ma mieć stałą, ale aksamitną konsystencję.
Ugotowane jajka przecinamy wzdłóż, wyjmujemy ostrożnie żółtka tak, aby nie uszkodzić białek. Zółtka rozdrabiamy widelcem i dodajemy do szpinaku. Całość jeszcze mieszamy tak, aby kawałki żółtek były niewidoczne. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Pamiętajmy, że farsz musi być wyczuwalnie przyprawiony, bo zamieszka w białkach jajek:)
Gotowy farsz przekładamyb łyżeczką do białek po jajkach.
Gotowe:)
Pan Szpinak, jak zwykle, spisał się na szóstkę.
Genialnie wtopił się w inne składniki, szybko i sprawnie zamieszkał w ... jajkach, tworząc wraz z nimi cudowną wiosenną przystawkę.
10 jajek ugotowanych na twardo
10 łyżek oliwy z oliwek
200g mrożonego szpinaku
6 ząbków prawdziwego, polskiego czosnku
kilka łyżek śmietany 30%
sól i pieprz do smaku
Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku. Po 2 minutach dodajemy szpinak, całość mieszamy przez 10-15min. Dolewamy śmietanę i -w razie potrzeby - oliwę. Farsz ma mieć stałą, ale aksamitną konsystencję.
Ugotowane jajka przecinamy wzdłóż, wyjmujemy ostrożnie żółtka tak, aby nie uszkodzić białek. Zółtka rozdrabiamy widelcem i dodajemy do szpinaku. Całość jeszcze mieszamy tak, aby kawałki żółtek były niewidoczne. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Pamiętajmy, że farsz musi być wyczuwalnie przyprawiony, bo zamieszka w białkach jajek:)
Gotowy farsz przekładamyb łyżeczką do białek po jajkach.
Gotowe:)
piątek, 3 kwietnia 2015
Panettone - sprawdzony przepis na kawałek Italii nad Wisłą
Wciąż żyjemy słoneczną Italią. Chcieliśmy ją poczuć nawet na wielkanocnym stole. Nabyty konserwatyzm nie pozwolił nam jednak na przygotowanie lazanii na wielkanocne śniadanie:) Ale nie poddajemy się tak łatwo :)
Postanowiliśmy upiec prawdziwe, włoskie panettone. Produkcja ciasta jest czasochłonna, ale cudowny zapach z piekarnika, który wypełnia każdy zakątek domu wynagrodzi Wam cały trud włożony w przygotowanie tego cudu. Jeśli nie lubicie ciast drożdżowych, musicie tego spróbować. W połączeniu z dużą ilością masła i żółtek, tworzy puchatą, delikatną i NIE SUCHĄ konsystencję. Pracujace drożdże nadają jej leciutko rumowy aromat. Skórka nie jest twarda, tylko bardzo delikatnie chrupiąca. Samo ciasto -bajka.
http://www.mediolan.pl/historia-panettone/
Składniki:
Postanowiliśmy upiec prawdziwe, włoskie panettone. Produkcja ciasta jest czasochłonna, ale cudowny zapach z piekarnika, który wypełnia każdy zakątek domu wynagrodzi Wam cały trud włożony w przygotowanie tego cudu. Jeśli nie lubicie ciast drożdżowych, musicie tego spróbować. W połączeniu z dużą ilością masła i żółtek, tworzy puchatą, delikatną i NIE SUCHĄ konsystencję. Pracujace drożdże nadają jej leciutko rumowy aromat. Skórka nie jest twarda, tylko bardzo delikatnie chrupiąca. Samo ciasto -bajka.
http://www.mediolan.pl/historia-panettone/
Historia panettone sięga XV wieku. W złotych
latach włoskiego Odrodzenia, pod koniec XV wieku, dwór Ludovico il Moro w
Mediolanie przewyższał wszystkie inne dwory włoskie. Dom Atellaniego
naprzeciwko kościoła S.Maria delle grazieLudovico był bardzo hojny.
Wśród jego ulubieńców był giermek Giacometto degli Atellani, któremu
podarował dom (do dziś istniejący), we wsi Vercellina, po lewej stronie
obecnego corso Magenta, naprzeciwko kościoła Santa Maria delle Grazie, w
którego refektarzu, wtedy, Leonardo da Vinci malował swoją Ostatnią
Wieczerzę. Dom Atellaniego stał się szybko znakomitym punktem spotkań,
gdzie bywały najpiękniejsze damy mediolańskie i najwspanialsze umysły
epoki?. Jedynie syn Giacometta nie brał udziału w zabawach rodzinnych.
Nazywał się Ughetto i był zakochany w pięknej córce piekarza, Adalgisie,
którego piekarnia sąsiadowała z jego domem. Oczywiście miłości
zakochanych sprzeciwiała się rodzina Unghetto, i chłopak mógł spotykać
swoją ukochaną jedynie nocą, kiedy doglądała piekarni swojego ojca.
Interesy piekarza jednak nie szły dobrze ponieważ otwarcie nowej
konkurencyjnej piekarni w pobliżu spowodowało utratę klientów. Ughetto
wpadł więc na wspaniały pomysł: dodał do chleba masło i cukier. Sukces
był natychmiastowy. Zakochany chłopak widząc uśmiech rozjaśniający twarz
ukochanej, dał się ponieść entuzjazmowi i dodał do chleba również
kawałeczki cytronu i rodzynki. Rezultat przechodził najśmielsze
oczekiwania: cała wieś stała w kolejce pod drzwiami piekarni, aby kupić
ciasto. Rodzina Atellani uspokoiła się po sukcesie piekarza; w ten oto
sposób Ughetto i Adalgisa mogli ukoronować swoje marzenia o miłości bez
przeszkód i pobrali się.
Druga z legend pochodzi z tego samego okresu.
Opowiada, iż panettone było wymysłem siostry zakonnej Unghetty. Legenda
ludowa opowiada o klasztorze młodych sióstr które miały przed sobą
biedne i smutne Boże Narodzenie. Święto jednak zostało rozweselone
dzięki pomysłowi siostry Unghetty, która nie mogła pogodzić się z myślą
niemożności podania nawet deseru. Postanowiła dodać do ciasta na chleb
cukier, jajka, masło, kawałki cytronu, a potem nakreśliła na nim nożem
znak krzyża, który podczas pieczenia uformował charakterystyczne
zagłębienia w skórce, dotychczas typowe dla panettone najbardziej
tradycjonalnego.
Trzecia historia panettone opowiada iż w
wigilię Bożego Narodzenia na dworze Księcia Ludovica miała miejsce
wystawna kolacja. Na te okazję szef kuchni książęcej przygotowywał
specjalny deser, który był w stanie godnie zamknąć okazały bankiet.
Podczas pieczenia jednak deser się spalił. W kuchni przeżywaną chwile
paniki: bali się złości księcia, w którą wpadłby w momencie dowiedzenia
się o niemożliwości podania długo oczekiwanego deseru. Aby zapobiec
temu, pomywacz o imieniu Toni, zaproponował deser, który przygotował dla
swych przyjaciół z resztek tego co się spaliło. Szef kuchni nie mając
innego wyjścia zdecydował podać nietypowy słodki chleb pomywacza.
Niecodzienny deser, który prezentował się jako kopuła zamknięta pod
brunatną skórką, kiedy został podany książęcym gościom został przyjęty z
aplauzami i w jednym momencie został skończony. Chór pochwał rozpostarł
się znad stołu; i w ten oto sposób narodził się ?El pan del Toni?
(chleb Toniego), il panettone.
A teraz najważniejsze, przepis:)))
- 3 i pół szklanki mąki (najlepiej Manitoba, ale może być np. 450. Czasami mieszam krupczatkę z tortową)
- 10 łyżek cukru
- szklanka mleka
- 5 dag drożdży
- kostka masła 200g
- 5 żółtek z dużych jajek
- skórka z jednej cytryny
- 10 dag kandyzowanej skórki z cytryny i pomarańczy
- szczypta soli, garść rodzynek
- Drożdże wymieszaj z czterema łyżkami letniej wody i odstaw na pół godziny.
- Przesiej mąkę, dodaj cukier i szczyptę soli. Zrób dołek, wlej do niego mleko i drożdże. Składniki wymieszaj i odstaw na pół godziny.
- Po 30 minutach dodaj roztopione masło i żółtka. Wyrabiaj ciasto do momentu aż zaczną się wytwarzać pęcherzyki powietrza. Ten etap trwa dosyć długo, będziecie mieć wrażenie, że ciasto nie jest w stanie wchłonąć aż takiej ilości masła, ale musicie uzbroić się w cierpliwość:) Warto! Teraz odstaw na 6 godzin.
- Do ciasta dodaj rodzynki, skórkę pomarańczową i cytrynową, zagnieć ciasto.
- Przełóż ciasto do... wysokiego garnka (bez żadnych plastikowych uszu, itd.). Garnek wpierw wysmaruj masłem. Jeśli macie niski garnek, można go najpierw wysmarować masłem i do boków przylepić papier do pieczenia, żeby stworzyć taki tunel:) Ciasto pięknie wyrasta, w ten sposób uchronimy go od ucieczki z garnka :) Aaa. Pamiętajcie, zeby wystający papier do pieczenia nie dotykał grzałek w piekarniku!!!
- Przykryj ściereczką i odstaw na 2 godziny, aby ciasto mogło wyrosnąć.
- Natnij powierzchnię ciasta na krzyż i wstaw do nagrzanego do 200 stopni piekarnika. Piecz przez 10 minut, po czym zmniejsz temperaturę do 160stopni i piecz jeszcze 35 min. Jeśli ciasto zbytnio się zrumieni na górze, można przykryć folią aluminiową. Po wystudzeniu możesz polać lukrem lub posypać cukrem pudrem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















